Od grudnia 2001 r. do stycznia 2007 r. Tadeusz Horoszkiewicz spiusywał swoje wspomnienia dotyczące 40 lat pracy w telewizji. Oto one:

Opole, pisane od grudnia 2001 r. do stycznia 2007 r.

Tadeusz Horoszkiewicz
Prawa autorskie zastrzeżone

40 lat opolskich programów TV i 44 lata Telewizji Katowice

W 1957 roku powstała Telewizja Katowice - 3 XII 1957 o godz. 16,00 na „Barbórkę” nadała swój pierwszy program. Był to reportaż prezentujący siedzibę TV K-ce. Cztery lata później z inicjatywy zespołu programowego Polskiego Radia Opolanie nawiązali z nią pierwsze kontakty. Opolszczyźnie zawsze bliżej było do Górnego niż Dolnego Śląska. Przemawiało za tym wiele względów historycznych i kulturowych - najważniejszy z nich to ludzie, Polacy, Ślązacy i Niemcy - którzy pozostali tu po zakończeniu II wojny światowej i stopili się z repatriantami. Na Dolnym Śląsku takiej mieszanki nie było. I stąd ciążenie Opolan do Katowickiej TV. Pierwszy opolski program telewizyjny w 1961 roku zrobiła Krystyna Konopacka - Csala o losach Teresy Marii Ledwig pierwszej osobie zarejestrowanej po wojnie w aktach Urzędu Miejskiego w Opolu przez ówczesnego urzędnika stanu cywilnego, znanego działacza polskiego na Śląsku - Wojciecha Wawrzynka. Później raz w miesiącu realizowany był na żywo półgodzinny program „Panorama Powiatów” , a potem „Na opolskiej ziemi”. Trzy godziny przed emisją wyjeżdżały z Opola do Katowic zwykle dwa mikrobusy marki nysa wypełnione uczestnikami audycji. Dziennikarze radiowi Jerzy Bałłaban, Stanisław Racławicki, Maria Rasińska, Anna Markowa, Faustyn Chmielnicki, Edward Drosik, Tadeusz Poniecki, Henryk Woźniak, Wincenty Soppa i inni, a także z Trybuny Opolskiej pamiętam Marka Szymańskiego, przeprowadzali z nimi rozmowy na żywo. Wyglądało to tak:: cisza w studiu, inspicjent machał ręką i można było zaczynać, jak się ktoś z dziennikarzy pomylił, zapętlił w swojej wypowiedzi, trudno, nikt nie mógł mu pomóc, suflerów w TV wtedy nie było. To samo oczywiście, choć w mniejszym stopniu dotyczyło rozmówcy, jemu bowiem mógł nieco pomóc redaktor. Trzeba było do rozmowy wybrać takich, którzy nie przestraszą się maszynerii za kamerą , oślepiającego światła reflektorów, machających rękami kierowników produkcji i stale coś sygnalizujących inspicjentów (dzisiaj występujący w TV mają słuchawkę w uchu, można im coś podpowiedzieć np.: proszę obrócić tę fotografię do kamery nr 3 ). Program wzbogacano relacjami filmowymi obrazującymi omawiane tematy. Wcześniej montował je w Katowicach Jerzy Bałłaban najlepiej wśród Opolan „czujący” telewizję, albo co było mniej kłopotliwe, w trakcie rozmów prezentowano z innej kamery zdjęcia fotograficzne wykonane na matowym papierze (aby nie było świetlnych odblasków ). Kiedyś cały taki pakiet zdjęć spadł ze statywu, gość programu nie zważając, że po zebraniu i ponownym położeniu ich na stojaku, zmieniła się zaprogramowana kolejność pokazywania fotografii na antenie „sypał” swoją wyuczoną kwestię, chociaż pomieszane zdjęcia odzwierciedlały coś innego. Potem gdy realizator zorientował się w sytuacji i przestał emitować fotografie też nie było lepiej. Gość bowiem mówił: „widzimy właśnie...” albo „na tym zdjęciu są ...”

Moja (wspomina T. Horoszkiewicz) przygoda z telewizją i radiem rozpoczęła się 15 stycznia 1962 roku. Zacząłem jako asystent operatora filmowego nosić lampy za Karolem Olendrem. Rok wcześniej Karol rozpoczął realizację na czarno-białym filmie słynnych w naszym środowisku „teenów” (temat niekosztorysowany) dla Dziennika Telewizyjnego w Warszawie. Teen robiło się na dwóch rolkach 30,5 metrowej szesnastomilimetrowej taśmy – czas nagrania 2,5 minuty każda. Taka była początkowo norma, potem zmniejszono ją dla oszczędności do jednej rolki na temat. Karol rozpoczął swoją przygodę telewizyjną , jak sam wspomina, od wizyty u przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu Józefa Buzińskiego. „Towarzyszu Józefie (wspomina Karol) - telewizja stała się już największą potęgą propagandy i wstyd, że ze Śląska Opolskiego nic w niej nie leci. On aż zaniemówił i nacisnął jakiś guzik na biurku. Po sekundzie pospiesznie wbiegł jego osobisty sekretarz. – Towarzysz Karol będzie od dzisiaj redaktorem naczelnym Telewizji Opole. Jak to, kim? – zapytałem zaniepokojony. Redaktorem naczelnym telewizji Opole. Damy ci pomału wszystko i szmalu ile zechcesz. Potrzebuję głównie kamery i samochodu . Odpowiedziałem z pewnym niedowierzaniem. To gówno odpowiedział z przymilnym uśmiechem Towarzysz Józef. – Wiem gdzie mieszkacie i codziennie o siódmej rano będzie czekała tam na was nasza wołga, a kamerę dostaniecie za trzy dni. Na tym skończyła się rozmowa. Gdy już miałem kamerę pojechałem wołgą w stronę Raciborza gdzie, jak poprzedniego dnia mówiono w radio rozpoczęły się prace przy podorywkach jesiennych.

Był to pierwszy temat felietonu Karola Olendra, który ukazał się w Dzienniku Telewizyjnym. (Karol mówi że w swoim życiu takich filmików zrobił około 12-tu tysięcy.) Jeździł potem Karol po całym województwie, sam był sobie sterem, żeglarzem i okrętem, początkowo wołgą, a później swoim samochodem, a potem dostał służbową warszawę i na amatorskiej kamerze filmowej 16 mm marki Admira i Pentaflex robił zdjęcia różnych ważnych wtedy wydarzeń. W tym samym dniu wraz z dziennikarskim opisem wysyłał je listem dworcowym do Warszawy. Zwykle w następnym ukazywały się w Dzienniku Telewizyjnym, np. że na Opolszczyźnie rozpoczęły się żniwa, że skup zbóż odbywa się sprawnie, a w Pokrzywnej sezon turystyczny w pełni, że ruszył nowy zakład produkcyjny, i odbyło się plenum komitetu wojewódzkiego PZPR , albo że drogowcy stawiają płotki przeciwśnieżne.

Jurek Bałłaban natomiast związał się z TV Katowice i robił głównie ambitniejsze programy publicystyczne, w tym „ Panoramę powiatów”, (podobną do późniejszego „Na opolskiej ziemi”) z tym, że w tym programie omawiano tylko sprawy wybranego powiatu, ale też przygotowywał, podobne jak Karol, tematy informacyjne na antenę katowicką. „Kręcił” je na jeszcze gorszej kamerze oraz samodzielnie dowoził swoim trabanciną (Trabant to mały samochód produkowany w NRD ) do Katowic i tam po wywołaniu filmów dyrygował ich montażem.

Nie wspominam dobrze noszenia lamp za Karolem, to była bardzo ciężka praca. Najtrudniejsze było znalezienie kontaktu – gniazdka elektrycznego w hali fabrycznej. W owych czasach wszystkie zdjęcia we wnętrzach, ze względu na niską czułość używanych w TV filmów, trzeba było robić przy dodatkowym oświetleniu. Ręce bolały od długiego trzymania lamp w górze, a zwijanie i rozwijanie zwykle brudnych kabli też nie należało do przyjemności. Po dwóch latach asystowania miałem dość i rozpocząłem pracę dziennikarską w Polskim Radio Opole. Mój dyplom magisterski bardzo tę przeprowadzkę ułatwił. Pamiętam, że wysłany na pierwszy wywiad do jakiegoś bonzy partyjnego zostałem, oczywiście bez wywiadu, szybko odprawiony, z uwagą skierowaną poza moimi plecami do naczelnego „... co mi tu jakiegoś asystenta przysyłacie...”. Znacznie później miałem dużo satysfakcji jak ten sam bonza, wielokrotnie zresztą, gratulował temu asystentowi i Staszkowi Racławickiemu wspólnie zdobytych licznych nagród w ogólnopolskich konkursach na literackie reportaże radiowe.

W 1971 roku powstała Redakcja Opolskich Programów Telewizyjnych. Utworzył ją zespół: Jerzy Bałłaban, Tadeusz Horoszkiewicz, Karol Olender i Stanisław Racławicki oraz asystent, później od wielu lat zresztą, operator filmowy Ryszard Łabus. Każdy z nas, dziennikarzy, miał kamerę ( Karol już profesjonalnego Arrifleksa, a reszta głównie Krasnogorski) zestaw oświetleniowy i prywatny samochód. Służbową warszawę Karol już zajeździł na śmierć techniczną. Jeździliśmy po całej Opolszczyźnie i robiliśmy własnoręcznie zdjęcia filmowe, tzw. „teeny ” informacyjne, a także reportaże i programy publicystyczne. Wygłaszaliśmy nawet tzw. komentarze z prowizorycznego studia w kącie między ścianą, a szafą, mówiliśmy o problemach rolników, nowych budowach, transporcie odrzańskim, pracach leśnych i mojej ulubionej specjalności - łowiectwie. Komentarze gospodarcze i polityczne były zbyt niebezpieczne. Karol Olender filmował nas. Kłopotem nie do uniknięcia był wyraźnie słyszalny terkot kamery. Pracownikiem technicznym – asystentem początkowo był Kazimierz Nowakowski, później rozpoczęła się „era” speca od wszystkiego - Ryszarda Łabusa.

Asystent pomagał przy realizacji najtrudniejszych zdjęć. Efekty naszej pracy prezentowane były na antenie warszawskiej i katowickiej. Byliśmy mocni na tyle, iż wtedy nabrał wyraźnych kształtów pomysł powołania w Opolu samodzielnego Ośrodka Telewizyjnego. Rozpoczęto intensywne starania. W oparciu o stworzony w tym celu Społeczny Ośrodek Kultury Filmowej i Fotograficznej zbudowano w ogrodzie opolskiej rozgłośni radiowej dla przyszłego ośrodka TV specjalny barak, zwany przez nas „Leżącym wieżowcem”. Dzisiaj nie ma już po nim śladu. Ambicje rozwiała reforma administracyjna (1975 r.) i powstanie 49 województw. Opole nigdy nie hołubione przez Warszawę straciło tym samym wszelkie szanse na własną telewizję, ale starań o opolską samodzielność telewizyjną nie zaprzestano. Pisma najróżniejszych opolskich władz w tej sprawie odbijały się jak piłka od muru „dlaczego nie stworzyć ośrodka w Sandomierzu, albo w Bielsku-Białej” zbywano „na górze” opolskich emisariuszy. Wkrótce potem Karol wyjechał do Białegostoku, umarł niestety Jurek Bałłaban, a Staszek Racławicki wrócił do Radia. Był tam początkowo zastępcą, a potem redaktorem naczelnym rozgłośni, nie przestał jednak współpracować z telewizją. Redakcja TV w Opolu od 1981 roku pod moim kierownictwem nadal jednak trwała, wspierali ją ówczesni redaktorzy naczelni Polskiego Radia w Opolu: Roman Pillardy, a potem Stanisław Racławicki.

Do zespołu TV dołączyli Czesława Sikora, Jolanta Kaweka-Woldan Bogusław Feliszek i Bogusław Nierenberg. Mieliśmy duże uznanie. Często witano nas radośnie „o telewizja przyjechała”, koledzy z radia i gazet uśmiechali się tylko, ich zwykle nikt tak nie witał. Już wtedy wszystkim ze świecznika zależało na obecności telewizji, bo jak była telewizja to znaczy, że wydarzenie ma dużą rangę, a biorące w nim osoby są dowartościowane. Kiedyś, podczas uroczystości otwarcia przedszkola w Zawadzkiem nie zdążyłem nakręcić sprężyny mego Krasnogorska. Kamera stanęła w momencie przecięcia wstęgi. Poprosiłem więc przetnijcie jeszcze raz. I pierwszy garnitur władz wojewódzkich przesunął trochę wstęgę, ja zrobiłem zbliżenie jak ponownie jest przecinana i wszystko było w porządku. Te Krasnogorski, choć lekkie do noszenia były bardo marne, często rysowały film i zacinały się. Zabiegaliśmy o lepszy sprzęt najróżniejszymi sposobami np. „leci” jakieś ważne przemówienie towarzysza z Warszawy w czasie obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej, nabożna cisza, trącam specjalnie lekko przykręconą osłonę obiektywu. Metalowa obręcz kilkakrotnie głośno brzęcząc odbija się od podłogi. Konsternacja. Podnoszę osłonę i przepraszam, że na tak lichym sprzęcie musimy pracować. Nic nie pomogły takie i inne zabiegi. TV sprzętu nie dawała, a wojewódzkie władze nie mogły jej przecież dofinansowywać.

Ze zrealizowanymi materiałami non stop jeździliśmy do Katowic (ponad 100 kilometrów w jedna stronę), tam je wywoływano i tam odbywał się montaż. Warszawa zhardziała i nie przyjmowała już listów dworcowych, trzeba było zmontowane materiały wysyłać jej łączami z Katowic, Najtrudniejsze były tematy „pospieszne”, to znaczy w tym samym dniu filmowanie, montaż (oczywiście w Katowicach) i wysyłka. Dobrze gdy impreza odbywała się rano, gorzej gdy w południe. Kiedyś Staszek Racławicki, który nigdy nie zerwał na dobre z telewizją, przejechał z Opola do Katowic dużym Fiatem w 55 minut. Niech ktoś spróbuje dzisiaj, ale przyznać trzeba, że ruch wtedy był inny. Kiedyś z Bogusławem Nierenbergiem i Ryszardem Łabusem rejestrowaliśmy dramaturgię katastrofy kolejowej w Bąkowie. Pod zwałami żelastwa umierał maszynista. Pracowała straż pożarna, pogotowie ratunkowe i policja, krzyżowały się polecenia. Warszawskie główne wiadomości TV, chociaż zamówiły relację, zamieściły tylko kilka obrazków z porządkowania miejsca zdarzenia. Gdyby nie Panorama, w której „poszła” znaczna część materiału, praca w którą włożyliśmy mnóstwo energii poszłaby na marne. Nikt w Warszawie nigdy nie tęsknił za materiałami z Opolszczyzny zresztą tak pozostało do dzisiaj. Obecnie najłatwiej zamieścić nam w jej programach informacyjnych felietony o anomaliach przyrodniczych, relacje z uchwycenia bandytów, wypadków, pożarów i t.p. Wydarzenia na Opolszczyźnie są zwykle, jeśli jest dość miejsca „ubarwiającym” dodatkiem do „ważniejszych” przecież spraw odbywających się w stolicy. W 1994 r. na antenie warszawskiej nie znalazła miejsca informacja o otwarciu Uniwersytetu Opolskiego. Wysłaliśmy z Katowic zmontowane relacje przed godziną piętnastą (mieli zatem dość czasu) do Teleekspresu , Panoramy i Wiadomości. Nie wiem co wyeliminowało nasz materiał z dwóch pierwszych, ale pamiętam, że w Wiadomościach „poszedł” wielce ważny materiał o lesbijkach i gejach. W katowickich „Aktualnościach” o otwarciu uniwersytetu w Opolu poinformowano w dalszej kolejności, po felietonie o rozpoczęciu ogrzewania mieszkań.

W 1989 roku doceniając nasze starania, wręcz nieustępliwą, twardą walkę o samodzielne istnienie na ekranie Katowice umożliwiły nam raz w tygodniu realizację półgodzinnego programu publicystycznego. Zaraz po moim powrocie z Katowic z obrad kolegium programowego ( nadal byłem szefem Opolskiej Redakcji TV ) gdy przywiozłem tę radosną wiadomość, staliśmy przed wejściem do „Leżącego wieżowca” i zastanawialiśmy się gdzie my ten program będziemy nagrywać? Jeśli dobrze pamiętam to Boguś Nierenberg powiedział „tu, pod bukiem”, pięknym drzewem , obecnie za naszą sprawą pomnikiem przyrody, znajdującym się w ogrodzie ówczesnej siedziby Polskiego Radia. I stąd tytuł audycji „Studio pod Bukiem” istniejącej zresztą, chociaż w znacznie skróconej formie, do dzisiaj. Potem przyszła do naszej Redakcji „młodsza młodzież” telewizyjna: Joanna Jarosz, Mariusz Karpiński, Joanna Wanot, Marta Bobowska, Jolanta Wilczek, Diana Bzdyra, Janina Hajduk-Nijakowska, Paweł Dominik, Mariusz Drożdż. Wszyscy do dzisiaj są wierni telewizji, chociaż nie tylko redakcji w Opolu. 15 marca 1993 r. oprócz „Studia pod Bukiem”, codziennych relacji do katowickich i warszawskich programów informacyjnych rozpoczęliśmy nadawanie „Opolskiego Serwisu Informacyjnego”, który po burzach, modyfikacjach i zmianach czołówki jest nadal i cieszy się dużą estymą opolskich telewidzów. Jeździliśmy wtedy do Katowic codziennie, czasami nawet dwa razy w różnych godzinach dowożąc „gorące” materiały. Rekord, chyba w dniu wyborów w 1994 r., pięć samochodów z Opola w Katowicach, oczywiście prywatnych, bo służbowych nie było. Każdy w innym czasie z coraz nowszym materiałem. Razem w tym dniu przejechaliśmy ponad tysiąc kilometrów.

Od 1997 roku, po moim odejściu na emeryturę , ale nie z redakcji, zarządzał nią Bogusław Nierenberg. Czasy się zmieniły, zintensyfikowaliśmy starania o samodzielność antenową, w ich efekcie jesteśmy Ośrodkiem TVP w Opolu, w przeszłość odeszły szaleńcze jazdy do Katowic. Teraz aby zmontować i wyemitować materiał wystarczy przejść do sąsiedniego pokoju. Kierownictwo TVP Katowice bardzo się o nas stara. Mamy niezłe kamery, obiecany lepszy sprzęt montażowy, trzy samochody służbowe do wyjazdów w teren. Oprócz dobrze trzymającej się „starej” gwardii” kilku obiecująco zapowiadających się młodych dziennikarzy i szerokie perspektywy. Jedno jest tylko niezmienne. Nadal, chociaż od kilku lat Opolszczyzna jest ponownie województwem, jednym z szesnastu w kraju, nasze starania w Warszawie o nadawanie opolskiego programu na obszar całego województwa, podkreślam całego województwa i to bez katowickiego „parasola” ciągle rozbijają się o ścianę niemożliwości. Może 2002-gi rok coś zmieni na lepsze ? Oby. Zasługuje na to nie tylko nasz zespół, ale przede wszystkim całe opolskie społeczeństwo, które chce wiedzieć ale przede wszystkim zobaczyć, zobaczyć w swojej telewizji co się w województwie dzieje.

W 2003 roku po odejściu Bogusława Nierenberga na stanowisko prezesa Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu, kierowanie redakcją rozpoczął nasłany z Warszawy Krzysztof Wesołowski. „zasłużył” się wyprowadzeniem naszego zespołu do znacznie gorszych pomieszczeń, niż dotychczas, zajmowaliśmy wtedy parter budynku wynajęty od Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy ulicy Piastowskiej 20. Po manewrach Wesołowskiego znaleźliśmy się w „piwnicznej izbie” przy ul. Strzelców Bytomskich 7, wynajmowanej od Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu. Od początku 2005 roku .konkurs na dyrektora już samodzielnego Oddziału Telewizji Polskiej w Opolu wygrał Jacek Kruczkowski. Dotychczasowe „Opolski Serwis Opolski a potem Wydarzenia zastąpił „Kurier Opolski” Przeprowadziliśmy się do nowego pomieszczenia przy ulicy Szpitalnej 1. Do zespołu przyszło wielu młodych ludzi.

1 stycznia 2007 r. Dyrektorem Oddziału TVP 3 w Opolu został Jan Nowara.

Tadeusz Horoszkiewicz